wtorek, 5 lipca 2011

pierwszy tydzień w Liverpool



autobus i łódź turystyczny (w jednym)  który jeździ i pływa po całym Liverpool 
  
 


 Pozdrowienia dla wszystkich posiadaczy malucha. 
Ludzie mieszkający tutaj nie mogą uwierzyć, że takie auta można spotkać na ulicy.


Centrum - jedna wielka galeria handlowa.


Po długim mozolnym wędrowaniu i szukaniu pracy, przychodzą chwile zwątpienia.
 


 
A wieczorami WE ENJOY OUR LIVE HERE np. na cmentarzu:) 


 

Jedna z najciekawszych atrakcji jakie do tej pory odkryłyśmy.
Kiedyś kościół - dziś pozostały tylko mury.
Codziennie organizują tam coś innego. My akurat trafiłyśmy na hause&drum party.
Każdy mógł się przyłączyć gry na bębnach - no jak tu nie skorzystać:)


 

Stiven i reszta współlokatorów. 
Nasz ulubiony na początku zawsze przed nami uciekał ale powoli się oswaja.
Nazywamy go"number seven"- przystojniacha.


 



Dobra nauka angielskiego 
-rozmowa z Azjatą, Szkotem, Irlandczykiem, Brytyjczykiem, Nigericzykiem


u góry małpa na dole żabka



Kara za 20 lat, brakuje tylko bad guy'a.
Po kilku ciderach może mieć problem z wejściem do domu,
do tego służy rączka obok drzwi. 







kolacja integracyjna, dużo jedzenia, gorzka żołądkowa (Stiven: "the best that I drank"),
gra w tabu (kolejny dobry sposób na nauke języka)




I tu muszę opisać moje wrażenia na temat ludzi pochodzących z Azji.
komputery, telefony, gry -technologia to podstawa, 
nawet zaczynam sama wierzyć w to, że jest pomocna.
Ale poza tym to bardzo inteligentne,wrażliwe, sympatyczne, 
pomocne, zabawne (i mogła bym tak wymieniać i wymieniać) osoby.

A oto jak grają w scrabble:)


2 komentarze:

  1. oooooooooooooooooooooooooo !!!!!!! no piękne zdjecia :D jak wam zazdroszeeeeeee..... pewnie wam tam dobrze:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Eliza, jak zwykle zaliczasz fajne klimaty na wyjazdach. Pozazdrościć. A Ty jak zawsze uśmiechnięta i zjawiskowa...

    OdpowiedzUsuń