poniedziałek, 18 lipca 2011

Big City Live

Życie w wielkim mieście toczy się innym tempem. Praca, imprezy i tak wkoło na okrągło. Nie ma czasu na rozmyślania, nie ma czasu dla samego siebie.
   Prace już znalazłam. w Crossby- dzielnica Liverpool po drugiej stronie centrum niż my mieszkamy, dojazd zajmuje mi ponad godzinę, więc  pracując od ok. 10 do 18 ciężko mieć jakieś życie poza pracą. Ale jakoś daję radę, hm tylko z jakim skutkiem? Wszyscy znajomi Stivena (naszego współlokatora) pytają co się z nim stało? ale w pozytywnym sensie. Stiven zaczął coraz więcej czasu przebywać z ludźmi, mniej pracuję więcej korzysta z życia (czyli imprezuje z nami ) Jak sam twierdzi -powoli staje się alkoholikiem - bez obaw to tylko taki żart sytuacyjny, nawiązujący do tego, że: po pierwsze mamy własny barek w mieszkaniu (który co kilka dni wzbogaca się o coraz różniejsze rodzaje alkoholi) po drugie mamy własną prywatną barmankę (oczywiście  mowa o Karolinie), która sporo trenuje:) Co tylko przyjdzie nam do głowy, każda nasza zachcianka zostaje spełniona.
  W takim stylu życia nie ma też czasu na sen (0 - 6 max godz snu na dobę). Gdzie zero oznacza całonocną imprezę powrót do domu szybki prysznic i wyjście do pracy (czasem na 13 godz:)) Jak to mówią starość nie radość młodość nie wieczność, wiec trzeb ja dobrze wykorzystać:)
  Ale Party to całkiem oddzielny rozdział, bo można by (o tym co się tu dzieję) napisać ciekawą historyjkę.
A w skrócie: każda impreza wygląda inaczej (zdarzają się takie na których czuję się zupełnie jak w Polsce), totalnie różni ludzie, każdy swój wolny czas spędza w inny sposób. Codziennie poznajemy osoby z różnych części UK, Europy, jak i całego świata - niesamowita różnorodność tradycji, kultury, sposobu zachowania, mówienia, ubierania się-wszytsko jest takie nowe świeże niecodziennie, a przez to bardzo interesujące.
Do tej pory poznałyśmy tylko w sumie jedna Polkę, która i tak mieszka w innym mieście, więc językiem polskim posługujemy się bardzo rzadko, A pracy tylko angielski, po powrocie do domu spędzamy większość czasu ze Stivenem i z gośćmi, którzy nas odwiedzą, więc znów tylko angielski, a gdy idziemy spać to jesteśmy tak zmęczone, że nawet czasem nie zdążę powiedzieć dobranoc i już śpię. Ale to bardzo dobry sposób na naukę języka obcego, z każdym dniem widzę poprawę u Karoliny a ona u mnie:) Angielski staje się powoli łatwiejszy i sprawia coraz mniej problemów, ale są też skutki uboczne tych intensywnych lekcji. Mózg prawie w ogóle nie odpoczywa, cały czas musi być skupiony by rozumieć, pracuję na wysokich obrotach non stop, więc czasami najzwyczajniej łeb pęka. Ale za to jest satysfakcja.
  Mieszkańcy Liverpool są specyficzni, sposób w jaki się wypowiadają ich akcent brzmi i na początku kojarzył mi się z dosłownie chamami, ale to było bardzo błędne pierwsze spostrzeżenie, są to ludzie bardzo uprzejmi, pomocni no i mają jeszcze bardziej specyficzne poczucie humoru jak reszta Anglików, no i uwielbiają imprezy. Większość imprez to domówki, gdzie albo gramy w gry planszowe, zespołowe, jakie tylko ktoś wymyśli (są otwarci na każde pomysły -to lubię), brakuje mi jeszcze tylko zabaw i gier grupowych na świeżym powietrzu. Miejsca są, bo mnóstwo tu pięknych parków z ogromną przestrzenią, ale problem to pogoda. Leje Leje Leje.
  Do tej pory tylko raz byłyśmy nocą w centrum. Ale za to intensywnie, noc-pełna niezapomnianych wrażeń. Pierwszy raz w życiu byłam barze ze striptizem. Idąc tam nie wiedziałam co mnie czeka i jak to wygląda. Zostałam wysłana jako pierwsza, mogłam sobie wybrać dziewczynę. Ta która do nas zagadała wydała mi się bardzo sympatyczna- więc wybór był prosty i szybki. hm wszystko było ok  dopóki dziewczyna zaczęła zdejmować swoją bieliznę (czego nie wiem czemu w ogóle się nie spodziewałam) podsunęła mi swój  nagi tyłek pod nos. To było dość zabawne doświadczenie, choć starałam się zachować powagę, żeby nie urazić tancerki. Większą frajdą jednak było obserwowanie min facetów, którzy albo się oblizywali, albo skręcało ich bo chcieli dotknąć nagich ciał wijących się między ich nogami:)
  Wiem imprezy imprezami a pewnie niektórzy chcieli by się dowiedzieć więcej szczegółów dotyczących pracy, bo w końcu po to u przyjechałyśmy. Pracuję w sklepie, gdzie sprzedajemy prawie wszystko. Jestem zadowolona, mam w porządku szefa, praca nie jest stresująca ani ciężka, tylko czasami bywa nudna, siedzę tam o 8 do 13 godz na dobę sama, klienci raz są raz ich nie ma, więc czasami nie mam z kim pogadać. Ale nadrabiam to  po pracy.

 Pozdrawiam Was moi mili

                                               Eliza:*

1 komentarz:

  1. Gdzie Cię to znowu wywiało Elizka :P Ty to na dupie nie usiedzisz ;] Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń