sobota, 27 października 2012

cos nie cos o Liverpool


Tak jak myslalam... Bedac w Liverpool mialam o nim calkiem inne zdanie niz teraz po czasie, a pewnie z uplywajacymi latami moj wizerunek zmieni sie jesazcze bardziej.
Wrocilam do domu... choc coraz czesciej zadaje sobie pytanie gdzie jest moj dom? 
Mimo ze w anglii bylam zagubiona i czulam sie samotna, ale dzieki temu zblizylam sie do siebie, mialam czas by siebie lepiej poznac. 
Nie moge powiedziec ze tesknie za Liverpool bo bym sklamala, ale jestem wdzieczna ze sie tam znalazlam. A zaczelo sie tak...
Zblizaly sie wakacje. Konczyla sie szkola i praca, ktore wraz ze znajomymi, ciaglymi imprezami, wiecznym chill outem i dosc czestym rozpierdolem, byly wszystkim co mialam. Moniczka - przyjaciolka  , bratnia dusza o wspolnych zainteresowaniach. Nasz wspolny plan by zalozyc firme z teatrzykami dla dzieci, tylko trzeba najpierw odlozyc jakies pieniadze. Kara - siostra i moja sila, druga polowka (a moze i wiecej niz polowa). Razem postanowilysmy, ze wyjezdzamy na wakacje za granice, by zarobic kase, odlozyc kazdna na swoj przyszly plan no i na to bysmy mogly razem zamieszkac po powrocie.
Liverpool pierwszy traf i tak zostalo. Miasto nad morzem z historia Beatlesow;) Pokoj zalatwilysmy dzieki couchserfing u Stevena, o ktorym nie wiele wiedzialysmy, w sumie tylko ze jest azjata. Jednak ekscytacja przewyzszala strach. Warto ryzykowac! dalej tak twierdze:) wiedzialam ze wszytsko sie uda i bedzie ok, i bylo nawet wiecej niz ok. Steven byl naszym aniolem a my jego, bardzo szybko sie zaprzyjaznilismy, pokazal nam cale miasto, zabieral na wycieczki i zapoznal ze swoimi wszytskimi znajomymi. Wakacje byly jak najbardziej wkacyjne. Imprezy, szalenstwo, mnustwo nowych znajomosci, nowych atrakcji, spelniajace sie marzenia same od siebie o tak po prostu, cudowne zycie....






sekretne miejsca


nocne wystawy

wizualizacje na budynkach

magiczne chwile i piekne widoki

galerie i muzea

 w takim pieknym zyciu nie ma czasu na refleksje, tak jak mijal mi czas do tej pory tak i minely te wakacje. I gdybym nie poznala mojego milego, pewnie dalej zylabym w tej sielance. 
Zmiany zaczely sie juz od samego poczatku, od zmiany planow, moich planow.... 
Moniczka zalozyla firme z mezem, ciagle sie rozwijaja i swietnie sobie radza.
Karolina wyjechala i wyprowadzila sie od rodzicow.
Ja zostalam, z w polowie pusta szafa i obrazkiem...





tak kojarzyl mi sie Liverpool - samotnie.
Na poczatku bylo ciezko, ale z czasem, stopniowo sie oswajalam i nauczylam sie sama ze wszytskim radzic do teraz sie tego ucze, bo do samodzielnosci dochodzi sie nie od razu, ale zmierzam w dobrym kierunku;) Zaczelam bardziej przygladac sie temu co jest wokol mnie, dostrzegac male drobiazgi i doceniac kazdy wschod slonca...


lokalni artysci








street art:)




koncerty kameralne

festiwale

wzloty

upadki



Poznalam ludzi z tak wielu krajow o calkiem odmiennych kulturach, dzieki czemu stalam sie bardziej tolerancyjna i otwarta. Rodzina mojego szefa traktowala mnie jak kolejnego czlonka rodziny, moglam rowniez kontynuowac moje zabawy z dzieciakami, mimo innego pochodzenia nie mielismy problemow z porozumieniem, bo dzieci wiadomo niczego nie udaja sa soba i sa szczere a to znacznie ulatwia komunikacje:)







najstarszemu dzieciatku poswiecalam za duzo uwagii, zapominajac przy tym o samej sobie,
ale wciaz sie docieramy, uczymy siebie na wzajem i oboje kochamy nature;)



Przyszla zima, pogoda nie wiele sie zmieniala. Choc z dala od domu i bliskich, byly to bardzo rodzinne  swieta i mielismy zywa choinke.

Mimo iz nauczylam sie i zrozumialm wiele spraw, zostaje lettki niedosyt a byc moze to 3 rabki tajemnicy, ktore w odpowiednim czasie sie wyjasnia....

symbolem Liverpool sa ptaki, czesto siedzac w parku obserwowalam je starajac pojac ich nature. Teraz po powrocie, siedzac na balkonie mowie do nich a one mnie sluchaja.....

czy ptaki maja cos z czlowieka, a my z ptaka?

Ciagle deszcze w anglii wypedzaja turystow ale i mieszkancow, takze i mnie

czy na prawde pogoda tak wplywa na nasze samopoczucie?

oddalam cale swe serce memu milemu... no i zabuzylo to moja rownowage

czy kochac sercem i rozumem wystarczy aby bylo dobrze?






po czasie



Juz od dawna stralam sie opisac moj roczny pobyt w Liverpool... Nie wiem czemu, ale nie potrafilam, nic - pustka.... Tak jakby ten rok minal z pstryknieciem palca, i nic sie w nim nie wydarzylo. Gdybym popatrzyla na siebie z gory to pewnie wszytsko by sie potwierdzilo, ale jednak zdarzylo sie tak wiele. Pracowalam w miejscu, ktorego nie lubilam,  w domu wylegiwalam sie w lozku. Cielesna klapa, ale wlasnie dzieki temu mialam czas by, w koncu zadbac bardziej o reszte- dusze, serce i umysl.
Liverpool byl dla mnie lekcja o milosci. Dowiedzialam sie, ze potrafie kochac, jakie to piekne uczucie oddac komus swoje serce. Pomagajac innym wazne jest by nie zapominac o sobie, nie robic nic w brew sobie, by walczyc o wlasne racje i wrtosci, doceniac swoje osobiste sukcesy (duze jak i te male). Nie zamykac sie w swym cierpieniu tylko z niego czerpac, uczyc sie o sobie,   nie narzekac a zmieniac to co sie nie podoba., zwlaszcza jesli chodzi o mnie. Przestac oceniac innych, ale byc szczerym z samym soba, nie popelniac w kolo tych samych bledow, ulepszac i udoskonalac siebie ale mimo swych niedoskonalosci kochac siebie. Idac po swoje, nie zapominac o innych. Nie zapominac o tym ze wszyscy jestesmy cudowni, wspaniali i WARTOSCIOWI.
Jesli cos robie to calym soba, jesli gdzies jestem to w 100%, wykorzystywac szanse ktore czasami same wpadaja nam pod nogi.