Tak, czas to najlepsze lekarstwo. Wakacje już dawno za mną a nawet zbliżają się kolejne. Zamykam pewne rozdziały choć nie znaczy to, że nie będę patrzeć wstecz, bo nie widzę w tym nic złego. Jak i w planowaniu mimo, że najważniejsza jest chwila ta tu i teraz.
Właśnie natrafiłam na stary wpis na blogu "made yourself" z listopada 2011 i wzruszyłam samą siebie. Spełniło się.... Zawsze marzyłam by moje wypociny kogoś kiedyś wzruszyły i wzruszyły... mnie:) a druga sprawa to cel - od tańca się zaczęło i dalej trwa. Mimo częstych zwątpień nie poddaję się. Nieważne czy się do tego nadaję czy nie, robię to bo chcę i sprawia mi to dużą przyjemność. A przy okazji, widzą swoje malutkie, wolniutkie postępy -spełniam się i to mnie mobilizuje...
nie do tańca, bo do tego nie potrzebuje mobilizacji, ale do życia! Czuję, że znów jestem sobą, choć na prawdę to narodziłam się na nowo. Doceniam wszystkie cuda, radości, sukcesy małe i duże, ale i wszelkie upadki (mądrości jakie ze sobą niosą i moc jaka napełnia człowieka, gdy się podnosi, zazwyczaj sam).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz