sobota, 27 października 2012

po czasie



Juz od dawna stralam sie opisac moj roczny pobyt w Liverpool... Nie wiem czemu, ale nie potrafilam, nic - pustka.... Tak jakby ten rok minal z pstryknieciem palca, i nic sie w nim nie wydarzylo. Gdybym popatrzyla na siebie z gory to pewnie wszytsko by sie potwierdzilo, ale jednak zdarzylo sie tak wiele. Pracowalam w miejscu, ktorego nie lubilam,  w domu wylegiwalam sie w lozku. Cielesna klapa, ale wlasnie dzieki temu mialam czas by, w koncu zadbac bardziej o reszte- dusze, serce i umysl.
Liverpool byl dla mnie lekcja o milosci. Dowiedzialam sie, ze potrafie kochac, jakie to piekne uczucie oddac komus swoje serce. Pomagajac innym wazne jest by nie zapominac o sobie, nie robic nic w brew sobie, by walczyc o wlasne racje i wrtosci, doceniac swoje osobiste sukcesy (duze jak i te male). Nie zamykac sie w swym cierpieniu tylko z niego czerpac, uczyc sie o sobie,   nie narzekac a zmieniac to co sie nie podoba., zwlaszcza jesli chodzi o mnie. Przestac oceniac innych, ale byc szczerym z samym soba, nie popelniac w kolo tych samych bledow, ulepszac i udoskonalac siebie ale mimo swych niedoskonalosci kochac siebie. Idac po swoje, nie zapominac o innych. Nie zapominac o tym ze wszyscy jestesmy cudowni, wspaniali i WARTOSCIOWI.
Jesli cos robie to calym soba, jesli gdzies jestem to w 100%, wykorzystywac szanse ktore czasami same wpadaja nam pod nogi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz